Intendiev

43. Następstwa klęski

czwartek, 1.września.2011, 17:26
Dzień dobry i przepraszam. Uwierzcie, też liczę na to, że kiedyś to skończę. Może już niedługo? Powodzenia w nowym roku szkolnym, a ja wracam do cieszenia się ostatnim miesiącem wakacji xD Miłej lektury Beta: brak.
***

Na całej długości stołu leżały porozkładane listy, które tego dnia przyniosły sowy. W wielu z nich pojawiały się pytania, na które Bella nie chciała jeszcze odpowiadać. W innych znajdowały się domysły i plotki, przekazywane z ust do ust. Jedno było pewne. Nikt tak naprawdę nie wiedział, co się wydarzyło tej feralnej nocy w Dolinie Godryka. Bellatrix spojrzała na ostatnią kartkę, wyrywkowo odczytując jej treść.



„Zaklęcie odbiło się od Harre’go Pottera!” „Czarny Pan zniknął.” „Co teraz z nami będzie?”.



Poderwała się od stołu i z furią zaczęła zgarniać korespondencje.



kominka. Po chwili stanęły w płomieniach, a Bella czuła, jak z każdą nadpaloną kartką wraca jej jasność umysłu. Nagle w drzwiach pojawiła się rozczochrana głowa Rudolfa.



- Bella, wszystko dobrze?



- Oczywiście, wszystko jest ze mną w jak najlepszym porządku – odpowiedziała, wciąż wpatrując się w kominek – po prostu powinnam iść do banku – dodała nieco ciszej.



Minęła zdziwionego Rudolfa i szybko wbiegła po schodach do góry. Musiała wykonać zadanie powierzone jej przez Czarnego Pana, a potem będzie zastanawiać się, co dalej. Puchar, przekazana jej wczoraj przez Lorda, była tam gdzie go zostawiła. Podniosła go delikatnie i od razu poczuła przepływającą pod palcami magię. Chwilę później teleportowała się na ulicę Pokątną, z pucharem, ukrytym pod płaszczem. Czarodzieje zatrzymywali się koło sklepów, plotkowali i świętowali upadek Lorda Voldemorta. Przedzierając się przez tłum wiele razy usłyszała znienawidzone nazwisko „Potter”. Patrzyła na wszystkich z góry i uśmiechała się kpiąco.„Głupcy, jeśli myślicie, że to koniec. Świętujecie póki możecie.” Zaciskała dłoń na różdżce ukrytej w kieszeni i siłą hamowała się, żeby ich wszystkich nie pozabijać. Z ulgą powitała widok znajomych drzwi, za którymi znajdował się bank. W przestronnej, wyłożonej marmurem recepcji panował przyjemny chłód i cisza.


Podeszła do pierwszego lepszego goblina.



- Pani Lestrange – Goblin oderwał się od jakiś papierów i spojrzał na Bellę uważnie. – W czym mogę pani pomóc?



- Muszę natychmiast dostać się do mojej skrytki. – Powiedziała zimno i z wyczekiwaniem spojrzała na goblina.



- Ależ oczywiście – ten natychmiast zerwał się ze swojego stołka. – Sokolik, przynieść mi brzękadełka.



Goblin pośpiesznie wprowadził ją z recepcji do mrocznego korytarza. Zagwizdał na wózek, a już po chwili mknęli przez mroczne korytarze zjeżdżając w dół. Cały czas, nieświadomie ściskała czarkę, traktując ją jak największy skarb. Z czcią postawiła ją na najwyższej półce w skrytce pośród innych, magicznych artefaktów. Wychodząc na korytarz jeszcze raz omiotła wzrokiem górę złota, magiczne księgi i starą zbroje. Poczuła, że wreszcie może odetchnąć z ulgą. Cały jej majątek był bezpieczny, a wraz z nim cząstka Lorda Voldemorta.



***


Od 31 października sytuacja w ministerstwie była naprawdę gorąca. Całe hordy papierowych samolocików latała z biura do biura jak oszalała. Winda jeździła na przemian w górę, żeby za chwilę znów zjechać w dół, a przez hol przewijała się setka interesantów.

Eryk McGreogr wypił trzecią kawę tego dnia i utkwił wzrok w zegarze wiszącym na ścianie. Była dwunasta, a on już zdążył odpowiedzieć na dziesiątki listów, wylać jedną kawę na papiery i przeprowadzić kilkanaście rozmów ze świadkami. Gdy decydowała się na zawód Aurora, nie wiedziała, że część życia będzie musiał spędzić za biurkiem. Ciche pukanie oderwało go od mało optymistycznych myśli, a po chwili w drzwiach pojawiła się głowa jego sekretarki.



- Jakaś kobieta chce z tobą rozmawiać. Nie była umówiona, ale mówi, że to ważne



- Od miesiąca nie ma tu osób z mało ważną sprawą. – Potarł czoło palcami i machnął ręką. – Dobrze, wpuść ją.



Przygładził poły marynarki i przybrał neutralny wyraz twarzy. Z każdą kolejną godziną miało coraz większą ochotę zamordować człowieka, który wymyślił, że to aurorzy powinni zajmować się weryfikowaniem donosów. Po tym jak Czarny Pan poniósł klęskę, społeczeństwo obudziło się z letargu i bez obawy zaczęło składać doniesienia na domniemanych śmierciożerców. Żeby chociaż część z nich była prawdziwa. Po chwili do jego gabinetu wyszła niewysoka, niczym niewyróżniająca się szatynka. Miała na sobie czarny, podróżny płaszcz i wyglądała na trochę zmęczoną.



- Słucham, w czym mogę pani pomóc? – Eryk wstał zza biurka i wskazał dziewczynie drugie krzesło. Ta posłała mu powściągliwy uśmiech i usiadła, zakładając nogę na nogę.



- Dzień dobry – w jej tonie można było dosłyszeć obcy akcent. – Nazywam się Sandra Lestrange. Mam pewne informacje, które w świetle obecnych wydarzeń mogą się przydać ministerstwu magii.



McGregor po akcencie rozpoznał, że pochodzi z Niemiec. Musiała mieć naprawdę coś ważnego do powiedzenia, skoro fatygowała się z tak daleka.



- Trafiła pani w dobre miejsce. Zatem słucham, co chce mi pani powiedzieć.



Sandra nerwowym gestem poprawiła włosy i zamilkła. Przez chwilę przyglądała się Erykowi, zastanawiając się, czy może mu zaufać.



- Chcę tylko, żeby moje dane personalne zostały między nami. Widzi pan – nachyliła się w stronę biurka – mam powody twierdzić, że Bellatrix i Rudolf Lestrange byli jednymi z najważniejszych zwolenników Czarnego Pana.



Tego samego dnia do tajnych służb trafiła nota od samego Alastara Moodiego. Auror, który przyjął polecenie pilnowania Lestrange’ów, był odrobinę zdziwiony, ale wszyscy wiedzieli, że z Szalonookim się nie dyskutuje.



***


Narcissa odczuła niewyobrażalną wręcz ulgę. Nad nią, jej synem i mężem wreszcie przestało wisieć widmo Czarnego Pana. Z całego serca popierała idee pozbycia się mugolaków, szlam i zdrajców krwi, ale służba dla Lorda była naznaczona pasmem zbyt wielu cierpień i wyrzeczeń. Nie raz i nie dwa musiała opatrywać Lucjusza po powrocie od Czarnego Pana, a potem siedziała przy nim całą noc modląc się żeby dożył następnego dnia. Tak, teraz zdecydowanie mogła spać spokojnie, bo jej rodzinie przestało zagrażać niebezpieczeństwo. Żałowała tylko, że jej siostra nie patrzy tak trzeźwo na zaistniałą sytuacje. Wręcz przeciwnie, obecnie miotała się po salonie Malfoy Manor i krzyczała na Lucjusza.

- Jak mogłeś wyrzec się naszego pana! Jesteś zdrajcą. – Z oczu Belli ciskały błyskawice, a ręka niebezpiecznie zaciskała się na różdżce.



- Nigdy nie wyrzekłem się naszego Pana! – Malfoy poderwał się z kanapy. – Co twoim zdaniem miałem zrobić?



- Przyznać się…



- Oczywiście – Lucjusz prychnął i wygodniej rozsiadł się w fotelu - od razu powianiem iść do samego Ministra i powiedzieć, że zabijałem mugoli i torturowałem szlamy z wielką przyjemnością! Zrozum. Musiałem się jakoś wykpić od zarzutów. A zwalenie wszystko na zaklęcie Imperio było kłamstwem, które łyknęli.



- Powinieneś się wstydzić. Na twoim miejscu z dumą przyznałbym się do wszystkiego. Czarny Pan jest warty poniesienia każdej kary. Bo on wróci, Malfoy! Osobiście tego dopilnuje.



Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, zupełnie zapominając o obecności Narcissy, która siedziała na kanapie trzymając różdżkę w pogotowiu. Zbyt dobrze znała swoją siostrę, a ta w obecnym nastroju była gotowa ich wszystkich pozabijać.



- Twoim zdaniem powinienem poświęcić rodzinę i dać się wtrącić do więzienia, czy tak?



- Dokłanie!



- Mam za dużo do stracenia. – Powiedział ledwo słyszalnym głosem. - Nie zostawię Narcissy i Dracona, nigdy!



- Jesteś nic wartym tchórzem! Myślisz,
że tylko ty masz coś do stracenia? Służba jest ważniejsza od wszystkiego.



-  Mylisz się. Dobro mojej rodziny jest w tej chwili dla mniej najważniejsze.



Uniosła różdżkę i zanim Narcissa zdążyła ją rozbroić, Bella rzuciła Crucio. Lucjusz zgiął się  w pół i mocno przygryzł wargi. Cissy, nie wiele myśląc rzuciła się na siostrę, przez co ta straciła koncentracje.



- Zostaw mojego męża w spokoju! – Narcissa przyłożyła koniec różdżki do szyi Bellatrix.



- Schowaj ją, bo jeszcze zrobisz sobie krzywdę – Bella uśmiechnęła się kpiąco.



- Wynoś się z mojego domu! – Krzyk Lucjusza sprawił, że Lestrange zrzedła mina.



- Mam rozumieć – Bella zgrabnie wyminęła siostrę i stanęła przez Malfoyem,




nic sobie nie robiąc z wycelowanej w nią różdżki - że nie idziesz ze mną i Rudolfusem.



- Nie mam zamiaru dać się złapać. – Syknął. – Longbottomowie w niczym wam nie pomogą.



- W porządku – powiedziała nad wyrazem spokojnym tonem, a następnie wyminęła Lucjusza i podszedł do kominka. Wzięła z gzymsu garść proszku i wkroczyła w płomienie. – Ale jeszcze tego pożałujesz. Lestrange Manor.



Narcissa miała nieprzyjemne wrażenie, że minie dużo czasu zanim znów zobaczy Bellatrix.



***

Rudolf Lestrange nigdy nie łudził się, że doczeka spokojnej starości. Nie widział się na werandzie, o zachodzie słońca, popijającego herbatę u boku swojej siwej małżonki. Na samą myśl o siwowłosej Belli dostawał napadu wesołości. Wstępując w szeregi Czarnego Pana wiedział, że będzie ciągle narażony na niebezpieczeństwo i w końcu zginie. W imię słusznej sprawy, ale zginie. Jednak za każdym razem udawało mu się wychodzi zwycięsko z potyczek. Inni ginęli, a on do perfekcji opanował uciekanie Śmierci sprzed nosa. Po narodzinach Evana w Rudolfie obudziła się nikła nadzieja, że może jednak będzie mógł wychować syna i obserwować jak dorasta. Siedząc w sali przesłuchać ministerstwa magii zdał sobie sprawę, że chyba wolałby nie żyć, niż żyć w zamknięciu ze świadomością, że jego syn wychowuje się bez ojca. Ale wiedziałeś  na co się decydujesz – szeptał jakiś cichy głosik w jego głowie, który przypominał głos Belli. Tak, wiedział. Jego życie składało się z wyborów, za które nigdy nie poniósł konsekwencji. Tym razem miało być inaczej.


Rabastan Lestrange czuł się dziwnie siedząc tym pokoju i wpatrując się w kamienną ścianę. Nigdy nie myślał, że w końcu i on zasiądzie w sali przesłuchań w Ministerstwa Magii. Był zbyt sprytny, żeby dać się załapać jak małe dziecko. Oczywiście, to była znów winna Bellatrix. A może ich wszystkich? Rabastan lubił swoje życie. Był kawalerem z odpowiednim majątkiem, może niezbyt przystojnym, ale jakoś nie miał problemu ze znalezieniem kobiety na jedną noc. Widział, że jeśli zginie w służbie u Czarnego Pana, to nikt nie będzie za nim płakał. I dobrze. Nigdy jednak nie przypuszczał, że zostanie złapany. Zawsze udawało mu się uciec przed konsekwencjami, po ślizgońku potrafił wykpić się od wszystkiego. I nagle znalazł się w klatce, z której nie było wyjścia. Zdał sobie sprawę, że chyba lepsza byłaby śmierć.


 




Sala przesłuchań w Ministerstwie Magii była małym pomieszczeniem bez okien. Prosty stół i dwa drewniane krzesła stanowiły jego skromne wyposażenie. Bellatrix siedziała na twardym krześle ze spętanymi rękoma. Nie czuła strachu, jedynie lekkie rozczarowanie. To wszystko powinno wyglądać zupełnie inaczej. Longbottomowie mieli jej zdradzić gdzie znajduje się Czarny Pan, a potem mieli zginąć. Bella wiedziała, że trochę ją poniosło. Uśmiechnęła się lekko. Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz. Potem wszystko potoczyło się tak szybko. Z nikąd pojawił się oddział dobrze wyszkolonych aurorów. Wzięli ich z zaskoczenia i pierwszy raz Bella poczuła gorzki smak przegranej. Skrzypienie otwieranych drzwi odwróciło jej uwagę od nieprzyjemnych myśli. „A więc przysłali Moodyego”. Auror wszedł do pomieszczenia, a tuż za nim szedł jakiś młodzik trzymają w dłoni fiolkę Veritaserum.



- Pani Lestrange utniemy sobie małą pogawędkę.
– Jego usta wygięły się w parodii uśmiechu. Tom, podaj jej Veritaserum. – Warknął do aurora, siadając na drugim krześle.



Bellatrix uśmiechnęła się pokazując Tomowi swoje ostre ząbki. Fiolka lekko zadrżała mu w dłoni. Nagle „klapnęła zębami”, a nieszczęsny auror aż podskoczył i wypuścił eliksir z dłoni.



- Jaka szkoda, chyba musisz wziąć drugą fiolkę – zagaiła młodszego mężczyzny i z uśmiechem odwróciła się do zzieleniałego ze złości Moody’ego. Drażnienie Alasotra sprawiło jej ogromną przyjemność. Nie bała się, mając pewność, że Czarny Pan powróci. I pierwszą rzeczą jaką zrobi będzie wyciągnięcie jej z więzienia. Zanim się zorientowała została unieruchomiona i poddana działaniu Veritaserum. Przez chwilę starała się stawiać opór, ale wiedziała, że to na nic. W końcu ogarnęło ją błogie uczucie spokoju i jakby zza mgły usłyszała pierwsze pytanie.



- Imię i nazwisko.



- Bellatrix Black Lestrange



Dwadzieścia minut później Alastor Moody z miną kota, który dopadł bardzo tłustą mysz powiedział.



- Proszę zaprotokołować, że Bellatrix Lestrange, z domu Black, przyznała się do popełnienia zbrodni na dwudziestu pracownikach Ministerstwa Magii oraz do torturowania Alicji i Franka Longbottomów. Pani Lestrange zostanie postawiona przed Wizengamotem.




***



Biżuteria, cenne książki i wszystkie rodowe pamiątki Lestrange’ów z samego rana trafiły do skrytki u Gringotta. Mrozek rozłożył białe prześcieradła na meblach, a pościel włożył do kufrów. Wejścia na strych i do piwnicy zostały zabezpieczone zaklęciami, a kominki zablokowane. Evan siedziała w foteliku i patrzył jak niskie stworzonka pakują wszystkiego jego ubrania i zabawki do kufrów. Zasłony w oknach były pozaciągane, więc w całym rozgardiaszu nikt nie zauważył sowy z „Prorokiem codziennym” dobijającej się do okna. Płomykówka zapukała jeszcze parę razy dziobem w szybę, aż w końcu Mrozek wpuścił ją do środka. Sowa zrzuciła poranną gazetę na podłogę i odleciała. Gdy Eliot został wreszcie zamknięty w klatce, Mrozek jeszcze raz sprawdził, czy wykonał wszystkie polecenia pana Lestrange. Śnieżek wziął nosidełko z dzieckiem, Mrozek chwycił spakowane kufry, a po chwili w pomieszczaniu rozległy się dwa ciche pyknięcia. Lestrange Manor opustoszał.



Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Chronicle
2006
marzec (11)
kwiecień (2)
maj (1)
czerwiec (1)
lipiec (3)
sierpień (1)
wrzesień (1)
październik (2)
listopad (1)
grudzień (2)

2007
styczeń (1)
luty (1)
marzec (1)
kwiecień (1)
maj (1)
czerwiec (2)
lipiec (2)
sierpień (2)
wrzesień (1)
październik (1)
listopad (1)
grudzień (1)

2008
styczeń (1)
marzec (1)
kwiecień (1)
czerwiec (1)
lipiec (1)
sierpień (1)
październik (1)

2009
styczeń (1)
marzec (1)
kwiecień (1)
maj (1)
lipiec (1)
październik (1)
listopad (1)

2010
luty (1)
kwiecień (1)
maj (1)
lipiec (1)
sierpień (1)
listopad (1)
grudzień (1)

2011
marzec (1)
wrzesień (1)


They


Równie magiczne
Chameleon
At the end

Zakończone.
Jednorożce
Bellatrix Black Lestrange
Vivien

Bywam
Mirriel
Awangardowo

Dodatki
Szablony na zamówienie
Hp - szablony
My friend...
Magic layouts

Czytam
Minni McGonagall
Żona dla śmierciojada
Nicol
Mistress Vanity
Snape i Granger bez cukru
Iteke

Mój Profil

Podlinkuj

brak kategorii (63)
wszystkie (63)

hp-szablonybellatriksblack

iteke



Design For Paula, Intendiev
Call me "lady"